Karmienie na żądanie vs metoda rytmu dobowego

Przygotowując się do narodzin dziecka przeglądamy tysiące poradników, czytamy o ciąży, słuchamy opowieści bardziej doświadczonych mam, wszystko po to, żeby lepiej zapoznać się z tą zupełnie nową dla nas sytuacją – pojawieniem się na świecie dzidziusia. Pewnych rzeczy nie możemy przewidzieć, inne możemy sobie zaplanować. Warto samemu przemyśleć i przedyskutować z partnerem kwestie dotyczące reguł, które będą panować w naszym domu po pojawieniu się dziecka. Kwestie dotyczące snu, preferowanych zabawek, uspokajaczy takich jak smoczek, noszenia, podziału obowiązków itp. powinno się poruszyć jeszcze zanim urodzi się dzidziuś. Sprawi to, że wracając do domu ze szpitala, będziemy się czuć pewniej i szybciej zapanujemy nad nową sytuacją.

Jeden z tematów, które warto poruszyć dotyczy karmienia. Czy ma to być karmienie piersią, czy też mlekiem modyfikowanym – kwestia ważna, ale nie o tym dzisiaj. Pytanie brzmi: czy będę karmić na żądanie, czy w ustalonym rytmie?

Dwa skrajne podejścia

Owe stanowiska są z pozoru swoimi przeciwieństwami i wykluczają się, a jednak łączy je ten sam cel: zapewnienie noworodkowi, a następnie niemowlakowi niezbędnej ilości jedzenia. Przy każdym z tych podejść chciałybyśmy uniknąć skutków niedoboru pożywienia, czyli choćby płaczu, ale także utraty, albo zbyt małego przyrostu wagi dzidziusia. Oczywiście, jeśli o nas chodzi, chcemy mieć zazwyczaj także pod kontrolą to ile nasze dziecko je (karmienie z butelki ułatwia takie obliczenia) oraz jeśli mówimy o karmieniu piersią – ile same produkujemy mleka. W końcu nawał pokarmowy, czy zapalenie piersi nie należą do najprzyjemniejszych, wręcz mogą skutecznie uniemożliwić nam opiekę nad nowo narodzonym potomkiem. Przy obu filozofiach oczywiście możemy sztukę karmienia opanować do perfekcji, albo narobić sobie biedy. Skoro więc oba sposoby tak się różnią, jak mogą prowadzić do tego samego celu? Na czym polegają? Jakie są między nimi różnice, a jakie podobieństwa? Jakie możemy napotkać kłopoty? Postaram się oba podejścia nieco przybliżyć.

Karmienie na żądanie

Filozofia, którą w większości stosowały nasze mamy. Polecana jest też w szpitalach, przez położne, co znajduje swoje uzasadnienie między innymi w tym, że niewiele tutaj trzeba tłumaczyć. Najkrócej główną zasadę dotyczącą noworodków można opisać tak, że podajemy dziecku pierś/butelkę wtedy, kiedy ono tego oczekuje, czyli wtedy kiedy ma czystą pieluchę, jest wyspane, leży wygodnie, podejrzewamy, że nic go nie boli, a nadal płacze.

Zalety karmienia na żądanie

Podstawową zaletą tego podejścia jest wygoda. Z pozoru (więcej na ten temat w wadach) niewiele musimy się zastanawiać nad tym, kiedy dać dziecku jeść, ponieważ sygnał oznaczający głód jest dla nas dość czytelny. Jeśli żywimy nasze dziecko często, a ono wypija sporo mleka na raz, możemy też być pewne, że pozostaje najedzone i otrzymuje wystarczającą ilość wszystkich potrzebnych mu składników odżywczych. Oczywiście dokładną ilość spożywanego mleka oceniamy według tego ile ubyło w butelce, a jeśli karmimy piersią – ważąc swoje dziecko przed i po karmieniu (jeśli ważenie i określanie przyrostu wagi raz na tydzień nam nie wystarcza). Początkowo małe ilości spożywanego pokarmu szybko rosną, przez co powinnyśmy móc zachowywać coraz większe odstępy między karmieniami. Zaletą tutaj jest również swoboda. Nie ograniczamy się w żaden sposób czasowo, zawsze mamy pokarm pod ręką (no chyba, że karmimy mieszanką, wtedy musimy zadbać o to, żeby mieć zawsze ze sobą kilka porcji mleka), możemy dać dziecku jeść w każdej sytuacji i o każdej porze. Stosując metodę karmienia na żądanie mamy też możliwość lepszego poznania swojego dziecka. Lepiej potrafimy ocenić dlaczego płacze i czego akurat mu potrzeba. Uważna mama będzie wiedziała, czy jej dzidziuś płacze bo jest głodny, zmęczony, czy coś go boli. Co jasne, na wykształcenie takiego stopnia profesjonalizmu trzeba dać sobie trochę więcej czasu. Karmiąc na żądanie łatwiej uniknąć nawału pokarmowego, ponieważ możemy podać dziecku pierś w każdej chwili. Na początku, kiedy laktacja nie jest jeszcze ustabilizowana, może się okazać, że produkujemy więcej mleka niż tak naprawdę potrzebuje nasze dziecko. Dając mu jeść nieco częściej, pozwalamy ściągnąć nadmiar pokarmu, nie opróżniając przy tym piersi do samego końca. Dzięki temu nasze ciało ma szansę dopasować produkcję mleka do zapotrzebowania dziecka.

Wady karmienia na żądanie

Główną wadą karmienia na żądanie jest możliwość zagubienia się w rządach swojego dziecka. Początkujące mamy często nie mają pojęcia dlaczego ich dziecko płacze. Nie potrafimy ocenić jeszcze co dany płacz oznacza. Może to spowodować, że będziemy podawać dziecku pierś znacznie częściej niż ono tego potrzebuje. Pojawia się tutaj ryzyko, że dziecko zamiast skojarzyć pierś, czy butelkę z pożywieniem, skojarzy je ze sposobem na uspokojenie się, albo na zasypianie i wtedy pojawi się problem – dziecko bez jedzenia nie będzie potrafiło ani uspokoić się, ani zasnąć. Niektórym kobietom może też przeszkadzać to, że nie będą nigdy wiedziały czego się spodziewać. Nie chcąc karmić np. w miejscach publicznych, przestaną gdziekolwiek wychodzić z obawy przed tym, że dziecko zażyczy sobie posiłku w najmniej odpowiednim dla nich momencie. Zbyt częste karmienie może mieć również wpływ na jakość procesu trawienia dziecka. Jeśli dziecko będzie trawić praktycznie przez cały czas, może stać się niespokojne, a niedojrzały układ trawienny bombardowany pożywieniem może się zbuntować i pojawią się kolki. Przy karmieniu na żądanie niesamowicie ważna jest obserwacja dziecka oraz własnego ciała. Pójście na łatwiznę i podawanie dziecku jedzenia za każdym razem kiedy zapłacze może nieść nieprzyjemne skutki.

Karmienie według ustalonego rytmu

Albo inaczej według zegarka. Polega na tym, że karmimy dziecko w wyznaczonych porach, zachowując między owymi karmieniami ustalone odstępy czasu. Jest to filozofia, którą częściej niż wśród naszych mam, można było spotkać wśród naszych babć. Dawniej rodziny bywały nieco liczniejsze niż dziś, a ogarnięcie bodajże siódemki dzieci wiązało się z potrzebą bardziej skrupulatnej organizacji. Bez ustalonych pór jedzenia, mama musiałaby poświęcić na karmienie dosłownie cały dzień. Dzisiaj istnieją podręczniki, na których możemy się oprzeć stosując tę metodę. Znajdują się tam informacje o tym jak karmić, żeby nakarmić optymalnie, bez głodu ani przejedzenia, w zależności od tego ile tygodni, lub miesięcy ma nasze dziecko.

Zalety karmienia według rytmu

Jest to metoda dla osób zorganizowanych. Jeśli więc ktoś bezpieczniej czuje się w wyznaczonych ramach, będzie to całkiem dobry wybór. To podejście może wydawać się dużo prostsze (więcej na ten temat w wadach) ze względu na to, że wystarczy trzymać się zasad opisanych w poradniku. Wyznaczone pory karmienia pomagają zorganizować dzień i znaleźć w nim miejsce na chwilę dla siebie. Trzymając się określonych reguł możemy spodziewać się, że nasze dziecko będzie przyjmować odpowiednią ilość pożywienia. Tak jak wspomniałam wcześniej, badamy to jednak dokładnie ważąc dziecko. Metoda ta obejmuje także zazwyczaj regulowanie laktacji poprzez odciąganie mleka (w ten sposób można laktację pobudzić, albo przyhamować w zależności od tego ile mleka odciągamy i co chcemy osiągnąć). Dzięki temu możliwe jest wprowadzenie takich atrakcji, jak karmienie odciągniętym mlekiem, z butelki, przez tatę np. codziennie wieczorem. Budujemy też zapas własnego mleka na wypadek, gdyby ktoś inny miał zaopiekować się dzieckiem. Wprowadzenie dziecka w określony rytm wywołuje w nim poczucie stabilizacji. Dzidziuś dzięki temu dokładnie wie czego spodziewać się o danej porze. Stabilny proces trawienia pozwala na wyeliminowanie objawów kolki, a wystarczająca ilość pożywienia przyjmowana przez niemowlę w ciągu całego dnia ułatwia stopniowe odchodzenie od karmienia nocą. Kiedy dziecko przystosuje się już do swojego rytmu dnia, możliwe jest że wcale nie będzie sygnalizować głodu płaczem, ponieważ głód ten będzie zaspokajany jeszcze zanim dziecko zdąży go prawdziwie odczuć.

Wady karmienia według rytmu

Niewątpliwie wadą tego podejścia są sztywne zasady. Po pierwsze, niektórym nie odpowiada fakt, że od samego początku mają wtłoczyć swoje dziecko w określone ramy, po drugie, dokładnie określone pory jedzenia mogą powodować uczucie presji i stres. Jeśli z jakiegoś powodu nie udaje nam się postępować zgodnie z planem, mamy wrażenie że wszystko się rozpada, stajemy się bardziej nerwowi i cała metoda zaczyna mijać się z celem. Dłuższe odstępy między karmieniami, na samym początku, kiedy laktacja nie jest jeszcze unormowana, mogą powodować także powstawanie nawałów pokarmowych. Ze względów zdrowotnych trzeba wtedy naginać plan odciągając mleko laktatorem, albo podając pierś dziecku wtedy, kiedy nie jest to przewidziane. Postępowanie zgodnie z wyznaczonymi regułami wymaga też dużo samodyscypliny. Jeśli poranne karmienie mamy rozpoczynać o siódmej rano, a nasze dziecko słodko jeszcze wtedy śpi, ogromną pokusą jest pozostanie w łóżku i przesunięcie karmienia na późniejszą godzinę. Nie powinno się jednak tego robić, bo całość rozłożona jest optymalnie w czasie i zaburzając jedno karmienie, zaburzamy rytm całej doby.

Czy przy dwóch przeciwstawnych metodach możliwy jest kompromis?

Istnieje podejście, które poniekąd łączy dwa poprzednie, chociaż wydaje się to niemożliwe. Polega ono na tym, że mama karmi dziecko na żądanie, jednak sama prowadzi dziennik karmień, próbując ustalić czy istnieje jakaś powtarzalność, pewnego rodzaju rutyna, którą dziecko ustala sobie samo. Ta metoda wymaga od mamy dużo pracy. Umożliwia jednak dokładne poznanie potrzeb i oczekiwań swojego dziecka, pozostawia mu margines na wykorzystywanie własnej, wolnej woli, a przede wszystkim przynosi ogromną satysfakcję, kiedy jakaś prawidłowość zostanie odkryta. Dzięki stosowaniu tej metody zyskuje się większą kontrolę nad procesem karmienia. Mama szybciej może też nauczyć się rozpoznawania sygnałów wysyłanych przez niemowlę. Jedyną wadą tego podejścia jest to, że musi się nam chcieć. Wada może i niewielka, ale jedyne czego chce się po porodzie, to spać!

Każdej z nas odpowiada inna życiowa filozofia. Pamiętajmy o tym, że skłaniając się ku którejś z metod, możemy znaleźć tysiące argumentów za i przeciw. Tylko od nas zależy, na co padnie wybór. Najważniejsze jest to, żeby obserwować dziecko, jego zachowanie, reakcje oraz swoje własne ciało. Nie ma jednego, właściwego podejścia, ponieważ każde z nich ma na celu zapewnienie dzidziusiowi wszystkiego, czego ono potrzebuje. Kierujmy się więc zasadą “szczęśliwa mama – szczęśliwe dziecko” i wybierzmy tę opcję, która będzie dla nas najbardziej komfortowa.

 

Autor: Anna Czechowicz Tatała

Źródła:
Gina Ford „Pierwszy rok życia dziecka” wyd. Esprit
Tracy Hogg, Melinda Blau “Język niemowląt” wyd. Świat Książki

Kategorie:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.